wtorek, 6 listopada 2012

Jeżdzę sobie

Wczoraj z okazji dnia wolnego w pracy udałam się na wycieczkę za miasto. Dwugodzinna podróż nieklimatyzowanym pociągiem klasy trzeciej - koszt 1,5 zł. Efekt? Do miejscowości Ayutthaya dotarłam już spocona jak mysz, a po wynajęciu roweru i przetransportowaniu go łodzią na drugą stronę rzeki dostałam lekkich drgawek i dochodziłam do siebie 10 minut. Dzięki rowerowi po raz pierwszy zmierzyłam się samodzielnie z tajskim ruchem drogowym, a trzeba wiedzieć, że jest on lewostronny! Dla bezpieczeństwa skręcałam cały czas w lewo.


 Ayutthaya to miasto-wyspa, dawna stolica Tajlandii, utworzona w złączeniu trzech rzek. Obowiązkowy przystanek na trasie wycieczek zorganizowanych, głównie ze względu na niezliczone świątynie i ruiny kompleksu pałacowego i świątynnego, zburzonych w czasie wojny z Birmą w XVIII wieku.


 








Na prowincji Tajowie wydają się bardziej przyjaźni i wyluzowani niż w Bangkoku (oczywiście nie tak, jak właściciele barów z Khao San Road). Kilka osób zaczepiało mnie na ulicy, w pociągu czy w restauracji, co było bardzo miłe. Oczywiście najbardziej dziwiło ich, że podróżuję sama :) Jeszcze jedno spostrzeżenie: zrozumienie Tinglish wymaga sporo cierpliwości i dobrej woli z obu stron! 
Odsyłam do: http://en.wikipedia.org/wiki/Tinglish

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz