Przypadkiem w księgarni Selkar na
dworcu w Białymstoku kupiłam książkę Jennie Dielemans „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle
turystycznym”. Autorka dwa pokaźne rozdziały poświęca krajom azjatyckim –
Wietnamowi i Tajlandii.
Pierwsza lektura wywołała u mnie
mały szok. Autorka demaskuje ideę backpackingu jako kolejną formę masowej
turystyki. Demitologizuje większość składników „credo” backpackera:
„Powtarza się znany już model –
od „elitarnego”/o wysokim statusie do „turystycznego”/ o niskim statusie. To
jak paragraf 22, towarem jest raj (gdziekolwiek by on był), który niszczeje i
traci na wartości, gdy tylko go dotkniemy. Marzymy o dziewiczych plażach, o
tym, żeby posiadać na wyłączność jakiś fragment ziemi(…).Biura podróży
doskonale wiedzą, że najlepiej sprzedają się (…) bezludne plaże. Które dopiero
my odkryjemy. Nikt nie jest równie mocno
przywiązany do tej pogodni za nietkniętym, co backpackerzy. Nikt tak bardzo nie
obawia się turystycznych pułapek i nikt tak bardzo nie upiera się przy
nazywaniu siebie podróżnikiem – a nie turystą.”
Wygląda na to, że zostaliśmy
przejrzani. Uświadomienie sobie, że zarówno poszukiwanie dziewiczych plaż, jak
i dobrych, gościnnych tubylców od dawna zostało skomercjalizowane, jest
bolesne. Backpakerzy najczęściej podążają szlakiem przewodników Lonely Planet i
w rezultacie większość z nich odwiedza podobne miejsca. Więc chociaż wydaje nam
się, że indywidualny sposób podróży pozwala nam znaleźć się poza „mainstreamem”,
to tak naprawdę tworzymy osobny „mainstream” turystów indywidualnych.
Nie marzę, tak jak bohater
powieści Alexa Garlanda„The Beach”, o znalezieniu niebiańskiej plaży tylko dla
mnie i moich najbliższych przyjaciół. Richard (w ekranizacji powieści gra go
Leonardo DiCaprio) swoją pierwszą noc po przylocie do Bangkoku spędza w hostelu
z cieniutkimi, papierowymi ścianami. W środku nocy tajemniczy backpacker wręcza
mu mapę do rzekomo nieodkrytej plaży, a następnego ranka popełnia samobójstwo.
Richard, trochę nie dowierzając, zabiera ze sobą dwójkę Francuzów i odnajdują
niebiańską plażę.
Plaża, na
której kręcono „The Beach” to Ko Phi Phi w Tajlandii, a dzięki filmowi stała
się oczywiście… jeszcze bardziej popularna.

Wiesz, że zacytuję Cię w mojej pracy magisterskiej? : D
OdpowiedzUsuń