czwartek, 11 października 2012

Czego nie szukam w raju?



Przypadkiem w księgarni Selkar na dworcu w Białymstoku kupiłam książkę Jennie Dielemans „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym”. Autorka dwa pokaźne rozdziały poświęca krajom azjatyckim – Wietnamowi i Tajlandii. 

Pierwsza lektura wywołała u mnie mały szok. Autorka demaskuje ideę backpackingu jako kolejną formę masowej turystyki. Demitologizuje większość składników „credo” backpackera:

„Powtarza się znany już model – od „elitarnego”/o wysokim statusie do „turystycznego”/ o niskim statusie. To jak paragraf 22, towarem jest raj (gdziekolwiek by on był), który niszczeje i traci na wartości, gdy tylko go dotkniemy. Marzymy o dziewiczych plażach, o tym, żeby posiadać na wyłączność jakiś fragment ziemi(…).Biura podróży doskonale wiedzą, że najlepiej sprzedają się (…) bezludne plaże. Które dopiero my odkryjemy. Nikt nie jest równie mocno przywiązany do tej pogodni za nietkniętym, co backpackerzy. Nikt tak bardzo nie obawia się turystycznych pułapek i nikt tak bardzo nie upiera się przy nazywaniu siebie podróżnikiem – a nie turystą.”

Wygląda na to, że zostaliśmy przejrzani. Uświadomienie sobie, że zarówno poszukiwanie dziewiczych plaż, jak i dobrych, gościnnych tubylców od dawna zostało skomercjalizowane, jest bolesne. Backpakerzy najczęściej podążają szlakiem przewodników Lonely Planet i w rezultacie większość z nich odwiedza podobne miejsca. Więc chociaż wydaje nam się, że indywidualny sposób podróży pozwala nam znaleźć się poza „mainstreamem”, to tak naprawdę tworzymy osobny „mainstream” turystów indywidualnych. 

Nie marzę, tak jak bohater powieści Alexa Garlanda„The Beach”, o znalezieniu niebiańskiej plaży tylko dla mnie i moich najbliższych przyjaciół. Richard (w ekranizacji powieści gra go Leonardo DiCaprio) swoją pierwszą noc po przylocie do Bangkoku spędza w hostelu z cieniutkimi, papierowymi ścianami. W środku nocy tajemniczy backpacker wręcza mu mapę do rzekomo nieodkrytej plaży, a następnego ranka popełnia samobójstwo. Richard, trochę nie dowierzając, zabiera ze sobą dwójkę Francuzów i odnajdują niebiańską plażę.
            Plaża, na której kręcono „The Beach” to Ko Phi Phi w Tajlandii, a dzięki filmowi stała się oczywiście… jeszcze bardziej popularna.

1 komentarz: