wtorek, 23 października 2012

Hostelowe love

Powoli zadomawiam się w moim hostelu. Nie wiem, jak wyglądają inne tego typu przybytki w Tajlandii, ale ten estetyką nie grzeszy. Trochę ciężko go znaleźć, bo szyld nie jest podświetlony, a restauracja na parterze nie działa. Ale nie pozwólmy minusom przesłonić cudownych plusów. Jest KLIMATYZACJA. Jest prysznic w pokoju, a pokój mam tylko dla siebie. Jest dobre wi-fi, a przede wszystkim jest bardzo miły właściciel i reszta załogi - chłopiec tajski, chłopiec nepalski i chłopiec indyjski.
  
check-in desk i prowizoryczny bar - lodówka działa i można się napić piwka, reszta alkoholi serwowana na gorąco. Kolega 22 godz na dobę ogląda tajskie kreskówki :)


 
 a tu rady dla podróżnych, sporo tego..


 zgaduję, że nie można tu wchodzić w japonkach

Ze spokojnym sumieniem i nikogo nie obrażając, mogę powiedzieć, że perfekcyjna pani domu złapałaby się za głowę, gdyby zobaczyła tajską pokojówkę przy pracy. Polega to głównie na zmiataniu kurzu miotełką z piór. Jak wiadomo, kurz od tego nie znika, tylko wzbija się w powietrze i po jakimś czasie osiada znowu. Naprawdę mam ochotę wziąć szmatę i wyszorować kilka rzeczy :)

Zaraz pod naszym budynkiem można kupić przeróżne przysmaki z wózka. Na razie nie zaryzykowałam, ale w końcu się skuszę, przynajmniej na owoce! Jest też pani szwaczka, a w nocy kilku śpiących snem sprawiedliwych.





1 komentarz: